Wybory samorządowe 21 października? Wpływ na kampanię

Polska Komisja Wyborcza wskazała trzy możliwe terminy wyborów samorządowych w 2018 roku: 21 października, 28 października i 4 listopada. Ze względu na okoliczne święta (Wszystkich Świętych i Święto Niepodległości) najbardziej prawdopodobna wydaje się być data 21 października. Jeśli tak się stanie to po martwym politycznie okresie wakacyjnym pozostanie jedynie 7 tygodni na realną kampanię wyborczą. Kto na takim terminie zyska a kto straci, co będzie miało większe znaczenie w kampanii?

Aktywni przed kampanią z większymi szansami na zwycięstwo

Tak krótka kampania to dobry znak dla obecnych prezydentów i burmistrzów miast, którzy prezentują mieszkańcom swoje działania przez cały okres trwania ich kadencji. W wyborach samorządowych w 2014 r. tylko 67 ze 107 (prawie ⅔ ze wszystkich) prezydentów miast zostało wybranych na kolejną kadencję, co było dla wielu komentatorów zaskoczeniem. Czy czeka nas nowa fala zmian w samorządach? Krótka kampania po wakacjach może to zniwelować.

I tura wyborów w 2014 roku odbyła się 16 listopada a potencjalni konkurenci prezydentów mieli aż 11 tygodni po wakacjach na kampanię, to o 4 tygodnie więcej niż będą mieć konkurenci w nadchodzących wyborach. W takiej sytuacji z daty wyborów zadowoleni mogą być ci kandydaci, którzy rozpoczęli swoje kampanie dużo wcześniej. Jeśli ktoś poświęcił czas i środki na zaprezentowanie swoich pomysłów teraz, może się okazać, że będzie miał dużą przewagę nad pozostałymi kandydatami, którym zabraknie czasu.

W najgorszej sytuacji będą kandydaci, którzy zostali ogłoszeni niedawno lub nadal czekają w blokach startowych na decyzje swoich partii. Organizacja sztabu i zaplanowanie kampanii to przynajmniej miesiąc, a to oznacza, że zanim zaczną, będą już wakacje. Jeśli ktoś realnie chciał powalczyć z obecnym prezydentem miasta, powinien ruszyć z kampanią już dawno.

Pieniądze nie takie ważne

Relatywnie krótki okres kampanii wpłynie także na wyrównanie szans kandydatów pod względem finansowym. Część budżetów może zostać niewykorzystana z bardzo prozaicznego powodu: ograniczonej liczby miejsc na ekspozycję. Zasoby finansowe komitetów będą miały więc znacznie mniejszy wpływ na ostateczny wynik wyborów niż miało to miejsce w 2014 roku.

Jeśli ktoś zamierzał się promować nieco poza kampanią, (wiemy jakie stanowisko ma PKW) to czas na to jest tak naprawdę do końca czerwca. Okres wakacyjny sprawia, że skuteczność takich akcji jest mocno ograniczona. Po wakacjach, w ciągu 7 tygodni kampanii nie da się wydać tak dużo i tak efektywnie, by zdecydowanie większe budżety zrobiły dużą różnice wyborczą. Można spodziewać się wręcz przesytu wszelkiego rodzaju materiałów, którymi kandydaci w popłochu będą atakować wyborców. To będzie zachęcać do alternatywnych form kampanii, mniej opartych o duże pieniądze.

Niższa frekwencja w II turze to łatwiejsza wygrana obecnie urzędujących

Od daty wyborów w znacznym stopniu zależy także frekwencja. Jeśli zgodnie z przewidywaniami, I tura odbędzie się 21 października 2018 to II tura będzie mieć miejsce 4 listopada 2018. To data, która wpisuje się w długi weekend związany ze świętem Wszystkich Świętych i z pewnością wpłynie na niższą frekwencję. To kolejna dobra wiadomość dla obecnie urzędujących prezydentów i burmistrzów. O ewentualnej zmianie władz urzędu często decyduje właśnie wyższa frekwencja, a na to największy wpływ ma tzw. elektorat zmiany, który jest zdeterminowany, by na głosowanie pójść. Będziemy o tym pisać i analizować jak wyższa frekwencja w II turze przyczyniła się do zmian prezydentów miast w kolejnych artykułach.

Mieszkańcy bowiem, biorąc udział w II turze wyborów mają potrzebę zmiany. Tak było m.in. w 2014 r. w Radomiu, gdy w II turze Radosław Witkowski z Platformy Obywatelskiej pokonał obecnie urzędującego prezydenta Andrzeja Kosztowniaka z Prawa i Sprawiedliwości. Wówczas o wygranej Witkowskiego zdecydowała właśnie frekwencja i przekonanie ludzi do tego, by poszli do urn głosować za zmianą. Dzięki temu frekwencja w II turze w Radomiu w 2014 r. była o 5,5 p.p. wyższa niż w analogicznej sytuacji 4 lata wcześniej, choć  w I turze była niemal identyczna. W Jastrzębiu Zdroju natomiast frekwencja I tury w roku 2010 i 2014 wyniosła odpowiednio 39,00% i 41,88%. W 2014 mieszkańcy w II turze wyborów zdecydowali o zmianie Prezydenta z Mariana Janeckiego na Annę Hetman. Wówczas frekwencja wyniosła 36,74% i była o 10,35 p.p. wyższa niż 4 lata wcześniej. Podobna sytuacja miała miejsce w Poznaniu. W 2014 r. urząd Prezydenta Miasta po Ryszardzie Grobelnym objął Jacek Jaśkowiak. Choć frekwencja w I turze w 2010 i 2014 r. była na podobnym poziomie to w II turze różniła się o 10,79 p.p.  W nadchodzących wyborach będzie więc niezwykle trudno przekonać mieszkańców, by pomimo długiego weekendu poszli do urn oddać swój głos.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z lokalną polityką